Wpisy otagowane zima

Sobota, 10.11.2007

Grodziec, godziny wieczorne - taki zespół okoliczności oznacza bujne życie towarzyskie w okolicach grodzieckich lokali. Do miejsc spotkań zmierzają pojedyncze osoby jak i zorganizowane grupy, połączone przez, bądź uwikłane we wspólne interesy. Sobotni wieczór  w okolicy „baru pod beczką” idealnie wpisuje się w ten schemat. Najpierw za sprawą zielonego VW transportera pojawia Pael, by po chwili oczekiwania uścisnąć dłonie reszcie w składzie Pawel, Robson, Ola, Emil, Toma, Michałek. To właśnie tu, w tym pubie, i w tym gronie zrodzi się lada moment idea walki ze śniegiem, nachyleniem terenu, własną słabością i obcowania z naturą. Idea, będąca ujściem dla pragnień młodzieńczych serc i dusz. Idea wyprawy w Beskid Śląski…

Poniedziałek, 12.11.2007

Grodziec, okolice domu Paela, godzina 9.00 Puk puk, kto tam- Pawel. Krótkie przywitanie i dwójka mężczyzn staje przed pierwszym wyzwaniem tego dnia, deficytem butów wspinaczkowych, a w przypadku Paela również spodenek. Zrezygnują? Zostaną w domu? Nie.  Spokój nie opuści ich serc. Pawel wie, że jego buty są w Krakowie, a Pael, że jego spodenki w królestwie Beatrix. Zabiorą jedną parę, a potem uwidzą, co zrobią.

Śnieg cicho skrzypi pod nogami, z nieba ciągle pada, widoczność dobra. Dwóch młodych mężczyzn podąża w stronę Górek Wielkich-Szpotawic mieszanką szlaku niebieskiego i własnych dróg.  Czas mija na wspomnieniach wyczynów Pawła Jumpera i Lecha Rocha Pawlaka. Robi się wysoko, więc czas założyć stup tuty, co ułatwia napotkany po drodze przystanek autobusowy.

Śniegu coraz więcej, nachylenie terenu się zwiększa. Zebrzydka ukazuje swoje oblicze, co jednak nie wpływa na morale uczestników wyprawy. Oni wiedzą, że to dopiero początek wędrówki lasami nadleśnictwa Bielsko.  Na tym etapie wędrówki zaczyna się zaspokajanie potrzeb estetycznych Pawla i Paela, a brak myślenia o zmęczeniu sprawia, że z ich twarzy nie znikają banany zachwytu pięknem lasów spowitych w biały puch.

Suną w górę niczym ratraki (nie mylić z tartakiem, Pawel wie dlaczego), bo wędrówka w stronę Błatni to przecieranie dziewiczych szlaków. Pael ratrak- pincet metrów zasp- Pawel ratrak. Idą jeden za drugim, tak jest łatwiej, nie meczą się obaj jednocześnie. Widoczność wyraźnie słabnie, teraz wszystkie siły na ziemi i w niebie pewnie chcą, żeby zabłądzili, żeby dupska zmarzły im na kość, tak, żeby odechciało im się łazić po górach w zimie.

Ale nie… Oni dadzą radę, bo zbyt dobrze znają ten szlak.

Wspomagani gorącą herbatą i kroplami Beskidu muszą dać. Na nic zdał się pozorowany wigwam w dolinie Rancza, Indianie im nie straszni.

12.30 pm – Coca-cola w schronisku na wysokości 917m.n.p.m smakuje jak nektar, a opowieść sprzedawczyni o kradzieży 20-kilogramowej gaśnicy rozwesela ducha. Pół godziny i znów w drodze. Widoki, będące efektem przejaśnień nad BB, głęboko zapadają w pamięci młodych wędrowców oraz pamięci aparatu fotograficznego marki Olympus.

Następny cel to Schronisko Szyndzielnia. Zgrabny trik na szosie i szczyt Klimczoka zostaje ominięty czarnym szlakiem.

15 minut drogocennego czasu zaoszczędzone, 15 minut wcześniej zapiekanka i grochówka lądują na stole chłopaków na stołówce schroniska. Posiłek, krótka rozmowa z jakże miłą, i ładną kobietą na temat sposobów poruszania się zimą w górach przy użyciu sprzętu zmechanizowanego, i w dalszą drogę.

Najlepszą drogą okazuje się ta pod kolejką linową: piękne widoki oraz  nachylenie terenu gwarantujące szybkie schodzenie -potrafią przekonać.

Oficjalnie wyprawa zakończyła się z chwilą wejścia do autobusu nr 8 bielskiego MZK z godziny 17.31. Nie było już czasu,  sił, wystarczającej ilości butów i spodenek na Totem. Sama wyprawa była moim zdaniem wystarczająco zaebysta, bo choć nie było huraganów czy żałowania, że nie zabrało się raków i czekanów, było wysoko.

I zapytasz, czytelniku, po co nam to wszystko. Po co marznięcie, zmęczenie i ryzyko…  Po co trud.. być może po to, żeby móc stanąć na szczycie i pytając siebie: ‘co mię tu wiodło?  przyjaźń czy kochanie?’, odpowiedzieć bez ściemniania: Przyjaźń w ekipie i miłość do gór. Tyle.